Czwartek, 25 kwiecień 2019 r. | Solenizanci: Erwina, Iwo, Jarosław, Marek,
SP3PKC Cool QSL
>> Poland first to fight! -historical facts II WW ;-) <<    >> Polacy pierwsi do walki! - fakty historyczne II WŚ ;-) <<

SQ3MVE - Moje boje ze Spółdzielnią Mieszkaniową

Po zakupie pierwszego w życiu radia na pasma amatorskie, ICOM IC-25E, świadomy problemów jakie piętrzą spółdzielnie mieszkaniowe współbratymcom, aczkolwiek ufny, że mnie te kłopoty ominą, wystosowałem pierwsze pismo do Zarządu SM z prośbą o wyrażenie zgody na instalacje anten.

Ponieważ wtedy nie byłem jeszcze zdecydowany jakie anteny chcę zamontować, pismo miało charakter ogólny.

Na odpowiedź Spółdzielni Mieszkaniowej musiałem niestety trochę poczekać. Zwłaszcza, że dotarło do mnie z tygodniowym opóźnieniem.

Treść pisma nie napawała optymizmem. Na szczęście, pomyślałem, jestem adminem blokowej sieci komputerowej, z której korzysta ponad 1/3 mieszkańców bloku. Nie powinno być źle. Trza zakasać rękawy.

No i zakasałem. Zbieranie podpisów szło nieźle, aż do czasu :-(
Ciągle nie mogłem zastać sąsiadki z mojej klatki.

Gdy w końcu udało się mi ją zdybać w domowych pieleszach, ta nie wyraziła zgody i nie złożyła podpisu :-(

Brak aprobaty argumentowała stanem swojego zdrowia - wrodzoną wadą genetyczną, powodującą nadwrażliwość na pole elektromagnetyczne.

Próby przekonania jej, że nadawanie będzie sporadyczne a ewentualny wpływ na jej organizm nie będzie większy niż nadajników z pobliskiej radiowo - telewizyjnej wieży retransmisyjnej, nie odniosły większego skutku.
Jednakże kobieta postanowiła się poradzić znajomego fizyka z UAM'u w Poznaniu.
Umówiliśmy się na spotkanie za kilka dni...

Po jakimś czasie doszło do ponownego spotkania z sąsiadką. Nie przyniosło ono jednak przełomu :-(

Ów zaprzyjaźniony fizyk stwierdził, że nie ma, co prawda, potwierdzenia o negatywnym wpływie fal krótkich na ludzki organizm, ale lepiej dmuchać na zimne...

Zdruzgotała mnie jednak swoją szczerą refleksją:
- Mnie osobiście nie przeszkadzają tam żadne druty na dachu. Ale jeśli to ma zależeć od mojego podpisu to nie podpiszę...

Cóż było robić? Napisałem odpowiedź, do której załączyłem zebrane podpisy i dostarczyłem komplet do sekretariatu Spółdzielni Mieszkaniowej.

Pismo ze Spółdzielni Mieszkaniowej przyszło po jakiś 3 tygodniach. Ku mojej ogromnej radości otrzymałem zgodę!

Niestety, z racji tego, że przepust na dach znajduje się w klatce obok, warunki techniczne nie są najciekawsze :-(

W celu rozwiania wątpliwości, umówiłem się na wizję lokalną z Kierownikiem Grupy Technicznej.

W trakcie oględzin ustaliłem z Kierownikiem GT, że zamiast pchać się rurkami z 4-go piętra drugą klatką do piwnicy i stamtąd dopiero z powrotem moją klatką na moje 2-gie piętro, będę mógł wykorzystać istniejące kable instalacji AZART'owskiej.

Miałem nadzieję, że uda się mi "wyszarpnąć" stare kable i w ich miejsce wprowadzić swoje.

Niestety plan ten ma swoje wady :-(

Po pierwsze - nie wiem jak została poprowadzona instalacja w przestrzeni między sufitem a dachem.
Całkiem prawdopodobne jest, że przepust w ścianie nośnej, oddzielającej segment pierwszej klatki od drugiej, jest zagipsowany :-(
Jeśli tak, to przeciągnięcie nowych kabli może być niemożliwe :-(

Po drugie i najważniejsze, pion AZART'owski, to rurka natynkowa, biegnąca akurat po stronie sąsiada :-(
U mnie w mieszkaniu, w miejscu starych gniazdek antenowych, jest przepust do sąsiada...
O ile z sąsiadem obok i piętro wyżej mógłbym się dogadać co do prac instalatorskich, to niestety na ostatnim piętrze zamieszkuje owa sąsiadka co nie chciała podpisać :-(

Jakby tych zmartwień było mało, nieoczekiwanie, dokładnie w Sylwestra, otrzymałem kolejne pismo ze Spółdzielni Mieszkaniowej :-(

Trochę potrwało, zanim przygotowałem stosowną odpowiedź, którą osobiście dostarczyłem do sekretariatu.

Korzystając z okazji udałem się do Kierownika GT, który pilotuje tę sprawę, z zapytaniem "o co chodzi?"...

Jak się okazało, jeden z sąsiadów uprzejmie doniósł Zarządowi SM, że zamierzam na dachu bloku postawić "stację bazową telefonii komórkowej".

Zatkało mnie...

Dokładnie 10 lutego, za potwierdzeniem odbioru, otrzymałem kolejne pismo ze Spółdzielni Mieszkaniowej...

Moje obawy spełniły się. Cofnięto mi zgodę :-(

Zarwałem kilka nocek aby spłodzić pismo - odwołanie do Zarządu SM...

Teraz czekam na kolejny ruch Spółdzielni Mieszkaniowej...

No i po długim oczekiwaniu, 27.04.2009 r. otrzymałem odpowiedź, a jakże, podtrzymującą decyzję o cofnięciu zgody :-(

Cóż było począć... Napisałem stosowne odwołanie do Rady Nadzorczej.
Niestety ta ma 90 dni na udzielenie odpowiedzi :-((

W tym miejscu chciałbym podziękować Robertowi SP3SLD, za podpowiedź wątku łączności kryzysowej.

Dość nieoczekiwanie, listem poleconym, przyszła odpowiedź Rady Nadzorczej, niestety podtrzymująca decyzję Zarządu SM :-(((

No i teraz zastanawiam się nad dalszymi krokami...
Rozważam następujące scenariusze:

  1. olać wszystko i zawiesić licencję na kołku;
  2. olać SM i uruchomić się na antenach "balkonowych";
  3. złożyć pozew do sądu przeciwko SM;
  4. sprzedać mieszkanie i wybudować się, obciążając hipotekę do 70-go roku mego życia...

I bądź tu człeku mądry :-(

Postanowiłem zasięgnąć rady adwokata :-)

Rezultatem rozmowy z adwokatem była decyzja o wystąpienie na drogę sądową.

Jednakże, przed skierowaniem pozwu do sądu, adwokat wystosował pisemko do Spółdzielni Mieszkaniowej wzywające do rewizji decyzji.

Jeśli Zarząd SM podtrzyma swoją odmowę sprawa niechybnie trafi do sądu...

No i SM podtrzymała swoją decyzję :-(

W połowie września 2009 r. adwokat, w moim imieniu, złożył pozew do Sądu Rejonowego

Mój log

Wpisz swój znak:

Kontakt:

145.400 MHz
QSL via OT 23
sq3mve(@)marph(.)pl
 

Reklamy

free counters

© by SQ3MVE, Śrem 2009 r.